sobota, 8 grudnia 2007

A do mnie można napisać!

Jak radzą sobie z internetem
Zacofani technicznie warszawscy radni lekceważą swoich wyborców. Lekceważą ich maile, porządne indywidualne strony internetowe można policzyć na palcach jednej ręki - alarmuje stowarzyszenie Obywatele dla Warszawy.
Tworzą je głównie dawni działacze PO skupieni wokół byłego prezydenta Warszawy Pawła Piskorskiego. Dziś są poza polityczną sceną i sprawdzają jakość lokalnej władzy. W ostatnich dniach z prywatnego adresu mailowego wysłali wszystkim radnym pytanie, w którym "mieszkaniec Warszawy" pyta, czy warto z publicznych pieniędzy budować jednocześnie dwa stadiony: Narodowy i Legii.
- To banalna kwestia. Chcieliśmy sprawdzić, czy radni w ogóle reagują na maile oficjalne podane na stronie internetowej urzędu miasta - mówi Jan Artymowski, były lider młodzieżówki PO.
W ciągu dwóch minut jako pierwszy odpowiedział Andrzej Golimont (SLD). - To czysty przypadek. Akurat grzebałem w poczcie - przyznaje.
Dalszych odpowiedzi spłynęło mało. Przez tydzień na pytanie "mieszkańca Warszawy" zareagowało zaledwie 12 z 60 warszawskich radnych. Najgorzej wypadł klub PO (odpowiedź dało 15 proc. jego składu), najlepiej LiD (27 proc.).Jeszcze gorszy wynik dał przegląd stron internetowych warszawskich rajców. Okazało się, że prowadzi jej tylko 15 osób. Ale pięć to strony nieaktualne, tworzone podczas ubiegłorocznej kampanii. - Wojciech Rzewuski w ogóle nie podaje informacji, że jest radnym. Za to umieścił na stronie poradnik dla młodych małżeństw - mówił Maciej Białecki ze stowarzyszenia Obywatele dla Warszawy.
- Faktycznie, strony nie uzupełniłem, ale ślubowanie na radnego złożyłem dopiero dwa tygodnie temu [zajął miejsce Tadeusza Rossa]. Mam małe dziecko i mało czasu - tłumaczy radny PO.
A skąd pomysł na przewodnik dla młodych małżeństw? - Bo z żoną spodziewaliśmy się dziecka i chcieliśmy podzielić się swoimi doświadczeniami - wyjaśnia Rzewuski.
Brak stron internetowych i lekceważenie maili dziwi w kontekście zarządzonego niedawno zakupu laptopów z bezprzewodowym internetem. Dostali je wszyscy szefowie komisji rady Warszawy, przewodnicząca rady i jej zastępcy. - Nie wszyscy chcą pracować w internecie. Wolą papier. I te ciągłe zmiany haseł potrzebnych do logowania! Radni nie mogą spamiętać - mówi Ligia Krajewska (PO), wiceszefowa rady.
Ale przyznaje, że "coś z tym internetem trzeba zrobić". Tak aby radni odpowiadali na maile i oszczędzali papier, pracując na elektronicznych wersjach dokumentów. - Dopiero się uczymy - podkreśla Krajewska.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Autor: Jan FusieckiRadni nie odpowiadają na e-maile

Radni Warszawy są zapóźnieni cywilizacyjnie i lekceważą mieszkańców. Nie odpowiadają na przesłane e-mailem pytania.
Niewielu komunikuje się z wyborcami przez stronę internetową. Taki wniosek wysnuli byli samorządowcy PO, dziś działający w stowarzyszeniu Obywatele dla Warszawy monitorującym pracę władz miasta.
30 listopada jeden z „obywateli” Maciej Kłos wysłał z prywatnej skrzynki, jako mieszkaniec, pytanie do 60 radnych Warszawy (adresy ze strony www.um.warszawa.pl). Chciał poznać ich stanowisko w sprawie budowy w stolicy dwóch stadionów piłkarskich jednocześnie.
– W ciągu siedmiu dni dostaliśmy tylko 12 odpowiedzi. Pierwszy już po dwóch minutach odpowiedział na e-mail radny Andrzej Golimont (LiD) – mówią Jan Artymowski i Maciej Białecki, byli radni sejmiku mazowieckiego.Odpowiedzi e-mailem odesłało pięciu z 22 radnych PiS, czterech z 27 radnych PO i trzech z 11 radnych LiD. Z szefów klubów tych trzech partii odpowiedział tylko Marek Makuch (PiS).
– Nie zauważyłem tego e-maila w natłoku. Odbieram ich kilkaset dziennie. Na wiele odpisuję – tłumaczy szef PO w radzie Paweł Czekalski. – Przepraszam, ale miałem zablokowaną skrzynkę – usprawiedliwia się Tomasz Sybilski, szef LiD.
Stowarzyszenie oceniło też strony internetowe warszawskich rajców. Pracy nie było wiele, bo własne strony ma tylko 12 radnych. „Obywatele” za najlepsze i aktualnie informujące o pracy rajców uznali strony Bartosza Dominiaka (LiD), Jarosława Krajewskiego (PiS) i Sebastiana Wierzbickiego (LiD). Inni z informacjami zatrzymali się albo na wyborach, albo na poprzedniej kadencji. – Natomiast u Wojciecha Rzewuskiego (PO) zamiast informacji o tym, że jest już radnym, można znaleźć m.in. vademecum dla młodych małżeństw i dane o szkole rodzenia – wylicza Artymowski. Docenia jednak, że te strony w ogóle są.
– Bo większość radnych nie dostrzega, że Internet to obecnie najtańszy i najskuteczniejszy sposób komunikowania się z wyborcami. Są zapóźnieni cywilizacyjnie – ocenił.
Źródło : Rzeczpospolita
Autor: Izabela Kraj