poniedziałek, 30 marca 2009

Misiaczek z Solca?

Bogu ducha winny senator Misiak oberwał za dużą kasę. Jeśli fakty, w których posiadanie wszedłem okażą się nie być tylko zbiegiem okoliczności będziemy mogli spokojnie mówić o stołecznym misiaczku. Bo zasada podobna, tylko kasa mniejsza.

O co chodzi? Oddajmy głos Ewie Zwierzchowskiej z "Życia Warszawy" (tekst wg wydania internetowego z dziś).

Czy wicedyrektor szpitala przy ul. Solec jest jednocześnie współwłaścicielem placówki, która wygrała przetarg na świadczenia ambulatoryjne? Dziś sprawdzą to kontrolerzy.

W konkursie ofert zwyciężyła Klinika św. Katarzyny z siedzibą w Krakowie. Jej właścicielem jest Andrzej Gryglewski. Tak samo nazywa się obecny zastępca dyrektora ds. lecznictwa w szpitalu na Solcu.

Wybrał sam siebie?

– Może jest dwóch Andrzejów Gryglewskich? Może to czysty przypadek, że obydwaj są lekarzami? – zastanawiał się Andrzej Golimont, radny z SLD, który ujawnił całą sprawę wczoraj na obradach miejskiej Komisji Zdrowia. Radny podejrzewa jednak, że to ta sama osoba.

Co więcej, może okazać się, że dyrektor zasiadał w komisji przetargowej i wybrał własną firmę.

Jeśli te przypuszczenia się potwierdzą, Gryglewski może stracić stanowisko, a konkurs będzie unieważniony.

Sprawą zbulwersowani są też wszyscy radni z Komisji Zdrowia. Zbigniew Cierpisz (PiS) uważa, że sprawę od razu powinno skierować się do prokuratury. Andrzej Golimont uspokaja: Poczekajmy. – Gdy potwierdzą się nieprawidłowości, kontrolerzy poinformują odpowiednie organy – twierdzi.

Dyrekcja milczy

Wątpliwości jest jednak więcej. Szpital na Solcu podpisał umowę z krakowską placówką na ponad trzy lata, do 2012 r.

– Inne miejskie szpitale mają zwyczajowo roczne kontrakty – podkreśla Andrzej Golimont.

Pikanterii sprawie dodaje też fakt, że Klinika św. Katarzyny ma ograniczony obszar działalności. Z informacji radnych wynika, że może ją prowadzić wyłącznie na terenie województwa małopolskiego.

– O ile wiem, nie rozszerzyła terenu działalności – twierdzi Golimont.Sprawę bada właśnie stołeczne Biuro Polityki Zdrowotnej, które zleciło przeprowadzenie dzisiaj kontroli w lecznicy na Solcu. Dwóch urzędników ma sprawdzić czy nie doszło do popełnienia przestępstwa.

– Podjęliśmy działania mające na celu szybkie wyjaśnienie tej sprawy – mówi Marcin Zakrzewski, p.o. zastępcy szefa BPZ.

Wczoraj nie udało się nam skontaktować z wicedyrektorem Gryglewskim. Komórki nie odbierała także dyrektor szpitala na Solcu Ewa Mikłaszewska.

Brak komentarzy: