
Ta wiadomość przyszła tak nagle, że nie sposób w nią uwierzyć. Nie ma Zapasa. Umarł. Tak po prostu? Jak zwykły człowiek? To wydaje się wprost niemożliwe.
Zupełnie przez przypadek wiadomość ta dociera do mnie w momencie, gdy w gronie "starych znajomych" rozmawiamy o zakończonym teatralnym sezonie. Wymieniamy plotki. Anegdoty. Śmiejemy się. Ot, taki wieczór w Skolimowie.
Ten telefon brzmi nieprawdopodobnie. Wiedzieliśmy, że jest chory. Ale to nie była "śmiertelna choroba". Zresztą tyle już razy był chory. Pamiętam jak po pierwszych "sercowych kłopotach" zadzwonił by... się pożegnać. A przecież od odejścia z Dramatycznego byliśmy w dramatycznie luźnych kontaktach.
Zapas... Maciek Zembaty mówi, że nigdy nie używał tego określenia, bo "było głupie". A Zbyszek sam tak o sobie mówi. Mówił... Podpisywał karteczki, które - gdy nie było jeszcze komórek - zostawiał nam z komunikatami. Ważnymi i codziennymi.
Zapas... Mój wspaniały, wyrozumiały Szef. Pamiętam dzień podpisywania angażu i krótką rozmowę z pointą: "Dam ci tylko jedną radę: nie przechodź z podwładnymi na ty." Spojrzałem i zapytałem niewinnie kładąc nacisk na ostatnie słowo: "Dlaczego ZBYSZKU?" (Zaszczytu przejścia na ty dostąpiłem kilkanaście dni wcześniej w czasie kolejnego spotkania przy zrobionej przez Asię pizzy ze śledziem). Odpowiedź była krótka: "Bo łatwiej powiedzieć ty chuju niż panie chuju."
Dziękuję Zbyszku za wszystko!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz