niedziela, 21 lutego 2010

Dwa lata bez Asi...


22 lutego 2008 roku. Dwa lata. A jakby wczoraj...
I wciąż przed oczami szpitalny pokój, a w uszach pogrzebowe kazanie Pawła. Dobrze, że po uroczystościach zabrałem mu kartki...

„Niechaj człowiek pamięta, że mu Bóg życia na krótko pożyczył” pisze w „Balladynie” Juliusz Słowacki. Dziś – stojąc wokół Prochów Joasi - do strofy wieszcza w szczególny sposób chciałoby się dopisać „na za krótko”. Bo przecież każdy z nas chciałby jeszcze Asi tyle powiedzieć, tyle chwil z nią przeżyć. Tyle przecież do zrobienia zostało filmów… I choć z ludzkiego punktu widzenia – jak ujął to w jednym ze swoich wierszy ks. Jan Twardowski „każda śmierć za wczesna i każda nie w porę”, to ta Asi wydaje się taka po dwakroć.
Gdy w ów piątkowy późny wieczór żegnałem się z Asią była spokojna i w pewien sposób radosna. Przygotowana na to, co – jak się okazało w kilkadziesiąt minut później – miało przyjść. Otoczona miłością Boga i najbliższych:, Andrzeja Misi, Marka…
„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Zostają po nich buty i telefon głuchy”. Jakże często słyszymy ten fragment wiersza ks. Jana. Ale przecież od owego piątku nabiera on dla nas innego wymiaru. Uzmysławiamy sobie bowiem, że oto Asi – tej którą wszyscy tu zgromadzeni znaliśmy i dla których była bliska nie ma już w materialny sposób koło nas.
Asia odeszła szybko - tak jak żyła. Odeszła - chciałoby się powiedzieć „za szybko”. Tak, z naszego, ludzkiego punktu widzenia za szybko. Jednak z jakichś powodów w wielkim planie Zbawiciela tak zostało zapisane.

Kochani,
W czytaniu słyszeliśmy jak Apostoł Paweł napomina: „Nikt z nas nie żyje dla siebie”. Każdy kto znał Asię może poświadczyć, że nie żyła dla siebie. Żyła przede wszystkim dla najbliższych. Dla tych wszystkich, którzy otaczali ją przez całe życie. Dla nas wszystkich, którzy się tu dziś zgromadziliśmy. Wszyscy doświadczyliśmy kiedyś jej dobroci i jej wspaniałego, niepowtarzalnego uśmiechu i poczucia humoru. Niewielu jest ludzi tak radosnych i uśmiechnietych - także na własny temat - jak Asia. Jak była Asia. Z tym czasem przeszłym, z tym „była” trudno się pogodzić i oswoić...
Żyła Asia także dla sztuki. Nie będę przypominał jej scenicznej drogi, bo znamy ją wszyscy. Nie będę wspominał o reżyserskim kunszcie i zrewolucjonizowaniu polskiej szkoły dabingu bo większość z was wie na ten temat dużo więcej ode mnie. Nie mogę jednak nie wspomnieć o tym, iż wszystkie te działania miały dać jedno: uśmiech ludziom. Rozmawialiśmy o obrazie Boga. I pamiętam odpowiedź Asi na pytanie „a jaki jest twój Bóg”. Odpowiedź zamkniętą w jednym słowie: uśmiechnięty. Bóg Asi jest uśmiechnięty, a więc dobry, ciepły, serdeczny, kochający. A Asia doskonale go naśladowała całym życiem. Aż do ostatniej chwili, gdy serdecznie i z uśmiechem pożegnała towarzyszącego jej Andrzeja. I poszła do Chrystusa.
„Nikt z nas nie żyje dla siebie”. Ale zaraz Apostoł dodaje: „I nikt nie umiera dla siebie”. Tę drugą prawdę pogrążonym w żałobie jest nam trudno zrozumieć. Czemu bowiem służy śmierć Asi? Na to pytanie nie potrafimy sobie dziś logicznie, wprost odpowiedzieć. Trzeba jednak ufać bożym wyrokom, trzeba wierzyć, że dzisiejsze cierpienie przyniesie plon tysiąckrotny.
„Nie wszystek umrę”. I Asia nie cała umarła. I będzie żyła z nami nadal. W naszych sercach i w swoich dziełach, a jej czyny - jak mówi Pismo - idą za nią przed sąd Najwyższego.
Wyobraźcie sobie, kochani, jaki to będzie sąd. Wyobraźcie sobie Asię przed tronem najwyższego. I wyobraźcie sobie co też może powiedzieć Panu na powitanie. I jak może wyglądać dalej ich rozmowa. Uśmiechacie się. No właśnie. Jestem pewien, że uśmiechnie się i Dobry Bóg. Tak jak uśmiechał się każdy z nas, na kogo drodze Opatrzność stawiała Joannę.

Kochani Przyjaciele
Żegnamy dziś Asię. Nie mówimy jej jednak „żegnaj” ale „do widzenia”. Wierzymy bowiem - tak jak wierzyła Asia - że kiedyś znów się spotkamy, tam gdzie śmierć zostanie pokonana przez miłość Chrystusa, która wszystko zwycięża.
Dla chrześcijan - niezależnie od tego czy i jak często przychodzą do kościoła - śmierć jest bowiem tylko przejściem do innego, lepszego życia. Przejściem, które Asia ma już za sobą. Przejściem, z którego - choć po ludzku trudno się z tym pogodzić - należy się cieszyć. Joasia - choć często daleka od kościoła, tego pisanego przez małe „k” wierzyła w to. Wiem to na pewno.
Dziś Asi nie ma już wśród nas w sposób materialny. Zostaje jednak pamięć o niej. I tak długo jak pamięć ta będzie w nas trwała tak długo Asia będzie koło nas. Zostają Asi role teatralne i filmowe uwiecznione na taśmie, zostają zrealizowane przez nią filmy – one będą nam pomagać w pamiętaniu o tym jaka Asia była.
A była – raz jeszcze powtórzę – człowiekiem uśmiechu i radości. Człowiekiem pogody ducha nawet w sytuacjach najtrudniejszych. Sytuacjach bólu i nadchodzącego zwątpienia. Tą cechą zjednywała sobie ludzi. Kochała i była kochana.

Umiłowani,
Za kilkanaście dni obchodzić będziemy Wielkanoc symbolicznie oglądając tego, który prawdziwie zmartwychwstał. Pomyślmy wtedy o Asi. Dla niej bowiem Wielkanoc rozpoczęła się już 22 lutego. Oto bowiem opuściła wprawdzie swój doczesny dom ale znalazła wieczne mieszkanie w domu Ojca.
„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. I ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą. Nie mów o tym zbyt często, lecz mów raz na zawsze, a będziesz jak motyl. Łagodny i czysty”.


A potem te ostatnie słowa przy grobie:

Umiłowani!
Jest w „Małym księciu” taki fragment:
„Tej nocy nie zauważyłem, kiedy wyruszył w drogę. Wymknął się bezszelestnie. Gdy udało mi się go dogonić, szedł zdecydowanym krokiem. (...) Wziął mnie za rękę. - Będzie Ci przykro ale nie masz racji. Będę robił wrażenie umarłego, a to nie będzie prawda. Rozumiesz? To bardzo daleko. Nie mogę zabrać ze sobą tego ciała. Jest za ciężkie. Będzie jak stara, porzucona łupina. Patrz w gwiazdy. Ja też będę patrzeć w gwiazdy. Ale pójdę sam, jeden krok naprzód.”
Asia jest właśnie ten jeden krok przed nami. Na szarfie wieńca od Misi napisano: „Do zobaczenia”. Każdego z nas czeka bowiem ów „jeden krok naprzód”. A gdy już go wykona, przy tronie Najwyższego czekać będzie na niego Joanna. To świadomość radosna.
Wiem, że trudno nad tym zapanować ale spróbujmy zrobić tak, jak chciała Asia – niech dzisiejszy dzień nie będzie smutny. Proszę was.


I nie było smutno. Tylko co to jest to coś, co ściska gardło?