Jeden facet publicznie twierdzi, że wynik GN to dowód "niewykorzystanego potencjału" SLD do "wybory 2007 roku pozwalały wziąć więcej". Nie żebym był wredny ale tak sobie liczę, porównuję i wychodzi mi, że najwyraźniej poza granicami RP (gdzie krytykujący głównie ostatnio przebywa) obowiązują inne zasady arytmetyki. Bo mnie - z danych PKW - wychodzi (w Warszawie) tak:
Grzegorz Napieralski - poparcie 98.012 wyborców (10.59%) w 2010 roku.
Wojciech Olejniczak - poparcie 57.073 wyborców (9.84%) w 2009 roku (cała lista przez WO wówczas "holowana" uzbierała 65.850 głosów).
Nawet gdy dołoży się do tego 23.759 głosów "uzbieranych" przez "Borówki" to i tak wychodzi mniej niż wyborców Grzegorza.
Marek Borowski - poparcie 68.312 wyborców (6.84%) w 2007 roku - był wówczas liderem listy LiD.
Że takie wyliczanki są bez sensu? Zgoda. Tylko po co zamiast koledze pogratulować niewątpliwego sukcesu próbować wynik dyskredytować? Zwłaszcza, że wybory Prezydenta Warszawy za pasem...
wtorek, 22 czerwca 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)